Aktualności‎ > ‎

Lilka Waleczna

opublikowane: 17 lis 2015, 04:25 przez Marcin Socha   [ zaktualizowane 18 lis 2015, 01:46 ]
Usłyszałam pukanie
                Po chwili otworzyły się drzwi... I chwiejnym krokiem trzymając za rączkę mamę weszła dziewczynka.
- Dzień dobry. Jak masz na imię?
- Lilka...- odpowiedziała.
                Pamiętam dokładnie ten dzień, kiedy poznałam Lilkę. Jeszcze wtedy nie wiedziałam ile sprzecznych emocji doświadczę dzięki relacjom jakie między nami zaistniały. Spotykałyśmy się regularnie. Obserwowałam postępy jakie robi, jaka jest ciekawa świata i ludzi. Zadawała mnóstwo pytań. Była bardzo kreatywna w swoich działaniach, a praca z nią w cale nie była taka łatwa- Lilka wiedziała czego chce, potrafiła być asertywna, była niełatwym partnerem w pracy i zabawie. Wszędzie jej było pełno. Potrafiła się zbuntować i pokazać, że nie ma na coś ochoty. Kiedy jednak spojrzała tymi wielkimi, ciągle śmiejącymi się oczkami- rozbrajała i każda niesforność była do wybaczenia. Te "diabliki" w jej oczach potrafiły zjednoczyć każdego.
                Ale pewnego dnia świat się zatrzymał...
                Zniknęła zabawna, wesoła i ciekawska dziewczynka, która niezbornym krokiem biegała po całej sali i szukała czegoś co ją zainteresuje. Lilka gasła, z twarzy zniknął jej uśmiech, błysk w oczach. i te "diabliki".
Przestałam słyszeć jej pytania, ucichł dziecięcy śmiech, aż w pewnym momencie całkowicie zniknęła... Tylko te wielkie piękne oczy patrząc na bliskich szukały odpowiedzi: Co się stało ...?- Ale nikt na to pytanie nie umiał odpowiedzieć. Mogliśmy tylko być i ją kochać.
Potem było różnie... wracała i odchodziła, pojawiała się i znikała...
                W tym czasie wiele osób do Lilki przychodziło. Tak bardzo chciały z nią być, ale tak bardzo się bały... Telefon od mamy: "Proszę dziś nie przychodzić". Już wiemy - dziś ten gorszy dzień.
Tak trudno patrzeć na cierpienie i nie móc nic zrobić. My, nauczyciele, podobnie jak rodzice, doświadczyliśmy jak bardzo boli bezradność.  Lila jednak ma wspaniałych rodziców. Często zamiast my wspierać ich, to oni wspierali nas. Kiedy nie mogliśmy pracować bo stan Lilki był tak ciężki częstowali nas herbatą i mówili: "Jutro na pewno będzie lepiej." To ich siła i wiara dawała Lilce moc w najtrudniejszych nawet sytuacjach. Kiedy medycyna była bezradna... modlitwa okazała się  światełkiem w tunelu.
                Agnieszko, Macieju, macie ogromne szczęście, że możecie opiekować się takim skarbem- wspaniałą i dzielną córką.
                Lilko, masz najwspanialszych rodziców, którzy tak wytrwale walczą o twoje życie.
Dzięki takiej wierze nie można nie wygrać.
                Lilko, Agnieszko, Macieju- wokół jest mnóstwo bezinteresownych ludzi, którzy mają otwarte serca i nie zawahają się wyciągnąć ręki. Dajcie tylko znak. My tu jesteśmy.
                Lilko, pamiętam jak marzyłaś o tym, żeby pójść do szkoły. Bawić się z kolegami, spotykać z nauczycielami. Choć ty nas wszystkich nie znasz, my ciebie znamy i cały czas czekamy. Na gazetce w twojej sali 1A, na liście obecności cały czas wisi twoje zdjęcie. Czekamy tylko kiedy podczas powitania, podnosząc rękę do góry, na moje pytanie:
-Czy Lilka z nami jest?
Usłyszę:
- Jestem.

Wychowawca